Geografie braterstwa: podróżowanie przez esperanto

Pieszo, konno, rowerem – esperantyści byli pionierami niespiesznych podróży już od chwili narodzin języka w końcu XIX wieku. Niejako pod prąd nurtowi przemysłu turystycznego nawiązywali oni więzi z innymi użytkownikami esperanta na całym świecie, budując wspólnotę obejmującą i wykraczającą poza wszystkie języki, lokalne kultury i tradycyjne sposoby życia. „Esperantyści muszą sami wstąpić do wielkiego idealnego kraju, którego jedyne granice to granice świata” – głosił dziennik „Franca Esperantisto” w 1910 roku. Ten światopogląd jest przede wszystkim praktyką relacji przestrzennych, które kwestionują podziały między państwami i narodami.
Granice od dawna były główną przyczyną wojen, podsycając wrogość między narodami. Podróż Luciena Péraire’a dookoła świata napędzało głębokie pragnienie zrozumienia, dlaczego tak się dzieje. Zaledwie dziesięć lat po pierwszej wojnie światowej młody Francuz wyruszył wraz z Paulem Posernem, niemieckim esperantystą, aż za Cieśninę Kerczeńską, na skraj Krymu.
W podróży Luciena ważną rolę odgrywały osoby o podobnych poglądach – samideanoj, do których docierał zarówno dzięki kontaktom esperantystycznym, jak i zupełnie przypadkowym spotkaniom. Jednak esperantyści stanowią jedynie małe, niestabilne i często niewidzialne wyspy braterstwa między narodami – niemożliwe do rozpoznania w tłumie czy na mapie. Pojawiają się i znikają w niezliczonych miejscach na wszystkich kontynentach, odpowiednio do ich zaangażowania w język braterstwa.
Esperanto nie może jednak zlikwidować barier społecznych ani różnic politycznych. Pomoc, jaką otrzymywał i zaufanie, jakim go obdarzano, bardzo się różniły, a mimo to powoli kształtowała się wspólnota ponad granicami, zjednoczona językiem i marzeniem o wspólnej przyszłości. „Żadna naturalna granica – morze, góry, rzeka – nie jest tak skuteczna jak sztuczne bariery, które ludzie wznoszą między sobą, dorównujące jedynie chaosowi języków” — pisał Lucien.